Co wpływa na urok Hotline Miami (Dennaton Games, 2012) i jak agresywna rozgrywka łączy się z estetyką lat 80.?
Hotline Miami to na wielu poziomach wyjątkowa gra – od charakterystycznej grafiki, przez fabułę łamiącą czwartą ścianę, aż po niekończące się uczucie flow i zastrzyku dopaminy… oraz krew. Duże ilości krwi. W jaki sposób wszystkie te elementy składają się na produkcję tak ciekawą estetycznie, a przy tym tak uzależniającą?
Historia, czyli maski skąpane we krwi
Pierwsze, co spotyka protagonistę to spotkanie z postaciami w maskach zwierząt. Ale zanim to nastąpi, dokonujemy kilku szybkich mordów za namową pijanego bezdomnego, co jest częścią samouczka. Po takiej rozgrzewce zamaskowani ludzie rozpoczynają przesłuchanie.
Protagonista zachowuje milczenie, jest wszak profesjonalistą… w mordowaniu i nie zadawania zbędnych pytań. Bohater sam chyba za bardzo nie wie, kim jest, jednak na przestrzeni gry wiele rzeczy stanie się jasne. Fakt mordowania bez zastanowienia zostaje przywołany jako krytyka zachowań graczy, którzy robią dokładnie to samo – zabijają bez powodu w grach cyfrowych. Hotline Miami łamie czwartą ścianę zadając nam proste, ale bezpośrednie pytanie – czy lubimy krzywdzić ludzi?

W ciągu retrospekcji przeżywamy kolejne tygodnie w 1989 roku, gdzie na zlecenia tajemniczych klientów dokonujemy mordów wśród członków gangów oraz rosyjskiej mafii. Dzwoni telefon, protagonista dostaje namiary oraz cel, wybiera konkretną maskę (np. kurczaka) aby później dokonać rzezi i zniknąć.

Ciągła walka oraz specyfika życia płatnego mordercy owocuje niepokojącymi wizjami i koszmarami wpływającymi na psychikę bohatera, wobec którego dodatkowo zawiązany został spisek. Naturalnie owocuje to coraz większą ilością trupów, koszmarów i pytań na temat tego, kim dokładnie jest siatka ludzi w zwierzęcych maskach.

Rozgrywka – czyste, estetyczne flow
O flow pisałem w innym wpisie – to uczucie pełnego skupienia i “płynięcia” przez wyzwania. Izometryczne plansze w Hotline Miami są krótkie, jednak pełne niebezpieczeństw – uzbrojonych strażników, losowo wypadającej broni, psów… Każda śmierć cofa protagonistę do początku aktualnie rozgrywanego segmentu (np. do wejścia na kolejne piętro budynku). Odrodzenie jest natychmiastowe, co pozwala eksperymentować z taktyką – szybkością przechodzenia kolejnych pomieszczeń, kolejnością zabijania wrogów itd.

Na poczucie flow wpływa również ścieżka dźwiękowa – hipnotyczne, elektroniczne brzmienia, które wżerają się w umysł i poniekąd zmieniają Hotline Miami w grę rytmiczną. Jednym z takich elektryzujących kawałków jest Hydrogen od M.O.O.N.!
Nawigowanie pomiędzy przeciwnikami i przerabianie ich na krwawą miazgę – rękoma, pałkami czy bronią palną – staje się elementem makabrycznego tańca. Po morderczej misji nieraz zajrzymy do baru czy sklepiku wielobranżowego po przekąskę przed powrotem do domu, aby po kilku dniach rozpocząć cykl na nowo – odbiór telefonu, zejście do wozu, rozróba i odpoczynek.

Każda misja posiada ekran zliczający punktowy wynik i przydzielający ocenę za styl gry, szybkość itd., co zachęca do powrotów i poprawiania wyników. Z każdym wyzwaniem odblokowujemy dodatkowe uzbrojenie (np. rozbitą butelkę) oraz nowe maski, które protagonista zakłada podczas wykonywania zlecenia.


Każda maska ma swoją konkretną zaletę – szybszy chód, rozpoczęcie misji z wyekwipowanym nożem bądź dodatkową szansę na przeżycie postrzału. A wszystko to skąpane jest w estetyce lat 80. – neonach, jaskrawych kolorach i charakterystycznym projekcie postaci.

Formuła krótkich zleceń sprawdza się dobrze zarówno na dużym ekranie, jak i na urządzeniach przenośnych, w moim przypadku była to konsola PlayStation Vita.
Dziedzictwo Hotline Miami
Gra dwuosobowego studia Dennaton Games była czymś więcej niż kolejną strzelanką – była dynamiczną grą arcade pełną brutalności, niesamowitej muzyki i tajemniczej fabuły. Wszystko to zostało docenione poprzez nominacje m.in. do nagrody Golden Joystick. Popularność Hotline Miami zaowocowała stworzeniem kontynuacji w 2015 roku. Sequel również został ciepło przyjęty, ulepszając zapoczątkowaną w „jedynce” pełną brutalności i flow formułę.

Dodaj komentarz
Musisz się zalogować, aby móc dodać komentarz.